Szkoła przetrwania w Garczynie
 Garczyn to maleńka, leśna, malownicza miejscowość koło Kościerzyny. Klasy Ih i IIIg wyjechały tam 28 kwietnia 2009 roku na trzydniową wycieczkę z zakwaterowaniem w Powiatowym Centrum Młodzieży w Garczynie. Pierwszego dnia odbyły się zajęcia integracyjno-rozpoznawcze w terenie, które prowadziły dwie przemiłe instruktorki, Malwina i Kornelia. Następnie poszliśmy na ściankę wspinaczkową oraz strzelaliśmy z karabinku sportowego KBKS. Nie wszystkim udało się trafić w środek tarczy, ale świetnie się bawiliśmy. Po pełnym wrażeń dniu udaliśmy się na ognisko, a potem o 22.00 rozpoczęliśmy podchody nocne z grupą z Wejherowa. Zadania, które musieliśmy wykonać, to np. ułożenie ze swoich ciał hasła "GARCZYN" i pozostanie w takiej pozycji przez 3 minuty. Każdy z uczestników musiał znaleźć 15 szyszek do następnego zadania. Podchody zakończyły się remisem grupy z Sierakowic i Wejherowa.
Rano o godz. 9.00 udaliśmy się na śniadanie. Następnie poszliśmy do lasu na "Marsz rekruta". Polegał on na wykonywaniu zadań przez całą grupę. Osobno chłopcy i dziewczyny musieli zbudować szałas. Po tym wyczerpującym marszu zjedliśmy obiad. Mieliśmy pójść do "małpiego gaju", ale żeby tam wejść,trzeba było wykonać zadanie. Polegało ono na tym, by cała grupa przeszła między trzema oponami za drugą stroną nie dotykając ziemi, mając do pomocy rurę i sznur, ale ani jedno ani drugie nie mogło spaść na ziemię. Po wykonaniu tego zadania w końcu mogliśmy pójść do "małpiego
gaju". Czas zleciał nam tam szybko. Od jednej przeszkody do drugiej. Niestety, zapadł zmierzch. O tym, co mieliśmy robić wieczorem, rozstrzygnęło głosowanie. Ostatecznie okazało się, że ten wieczór spędzimy na drugich podchodach, które zostały zorganizowane przez nauczycieli. Podzieliliśmy się na sześć grup. Zadania polegały na tym, że trzeba było wymyślić kawały na różne tematy, a także powiedzieć kilka pseudonimów nauczycieli oraz anegdotę o jednym z nich i opowiedzieć to wszystko
na ognisku. Było bardzo wesoło i przyjemnie, a czas niestety dalej płynął. Nikt na pewno tej nocy nie spał, ponieważ była to "zielona noc".
Rano zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na zajęcia na wodzie. Każdy z nas dostał kapok (wszyscy wyglądaliśmy bardzo śmiesznie) i popłynęliśmy łódką na wyspę. Gdy już tam dotarliśmy, każdy musiał przejść po linie nad jeziorem. Niektórzy wpadli do wody, a innym ktoś pomógł, tylko kilka osób pozostało suchych. Po takiej przygodzie każdy musiał się przebrać, a potem po obiedzie mogliśmy wejść na siatkę, która była umiejscowiona między dwoma drzewami. Jej wysokość wynosiła 12 m. Każdy z chęcią na nią wszedł. Następnie udaliśmy się na obiad. Na końcu musieliśmy zatańczyć
taniec obozu. Było bardzo miło i każdy z niechęcią opuszczał to miejsce, które na pewno zostanie na długo w naszej pamięci.
Kamila Litwin i Ewa Lejk - Ih
Podziel się tym wpisem
Dodaj do:
Adres:
Na forum:
HTML:

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.